O demonach grodowych (Bannik, Gumiennik, Stukacz i inni)

Foluszkowicze!

Bronimir i Snowid często muszą mierzyć się z demonami i potworami, które nawiedzają gród. Zastanawialiście się kiedyś, jakie magiczne istoty towarzyszą im na co dzień? Dziś słowo demon kojarzy nam się ze złem, kiedyś jednak byli tak nazywani wszyscy nadnaturalni mieszkańcy, którzy mogli być zupełnie nieszkodliwi, a nawet pomocni (oczywiście, jeżeli się nimi odpowiednio zajmowano). Gdy Snowid wyruszał, by poskromić Strzygę, Bronimir musiał samemu udobruchać wszystkie demony…


O demonach grodowych (Bannik, Gumiennik, Stukacz i inni)

Pierwszej nocy po wyruszeniu Snowida w drogę, Bronimir obudził się jeszcze przed świtem. Ze snu wyrwał go dźwięk szurania i stukania, zupełnie tak, jakby ktoś biegał po izbie. W pierwszej chwili pomyślał, że to brat jego udaje się do wychodka. Jednak po chwili przypomniał sobie, że jest w grodzie sam. Już miał złapać za topór, gdy usłyszał przewracające się naczynia w zamkniętej szafce. Zrezygnowany opadł na poduszki, wiedząc, że to Stukacz odwiedził jego gród. Nie mogąc nic poradzić na intruza, naciągnął poduchę na głowę i próbował zasnąć. O poranku obudził go Chochlik, który siedział w nogach na pierzynie i wpatrywał się w niego kocimi oczami. Bronimir znał już dobrze tego domowego demona, a to, że siedział na jego łóżku, a nie w spiżarni, mogło być dowodem na to, że przegonił Stukacza. Chochliki, mimo iż podobne do kotów, nie lubiły być dotykane, dlatego gospodarz wyślizgnął się spod kołdry tak, by nie strącić przybysza na podłogę. Od razu wziął małą miseczkę wypełnioną po brzegi kaszą, ugotowaną poprzedniego dnia (był to dobry sposób na Chochlika, gdyż nie interesowała go wielkość miseczki, a to, że była pełna) i zaniósł pod drzwi spiżarni. Tam najedzony i szczęśliwy demon pilnował przybytku braci. Następnie udał się Bronimir do jeziora po kubełek z wodą dla Bannika. Czasami nimfy płatały mu figle i wpuszczały doń narybek lub glony, przez co namęczył się nie raz chłop zanim zebrał czystą wodę. Tym razem noc był chłodna i pochowały się wodne panny w głębinach jeziora, w pałacu Popka. Gdy Bronimir wszedł do łaźni od razu spostrzegł karłowatego staruszka, który już biegł w jego stronę i zdzielił go po nogach witkami brzozowymi. Był to znak, że trzeba nazbierać nowych gałązek. Gdy otrzymał swój kubełek z wodą, napełnił swój cebrzyk i już zadowolony Bannik postawił go przy palenisku, a następnie zanurzył się w nim tak, że wystawała tylko jego nastroszona czupryna. Poszedł potem Bronimir pod czarny bez z kawałkiem podpłomyka dla Bizonka, który przyjął go z wdzięcznością i w zamian podarował mu do miseczki pięć jagód. Gospodarz wiedział, że demon lubi jeść w towarzystwie i cierpliwie poczekał, aż ten zje swoją małą porcję. Gdy Bizonek skończył posiłek, wsiadł na swą zaprzęgniętą gęś i udał się doglądać obejścia, sprawdzając, czy zwierzęta nie chorują i czy kto nie rzucił złego uroku. Tymczasem Bronimir zajrzał do stodoły, by podarowane jagody czarnego bzu złożyć w ofierze demonowi, pilnującemu zboża. Posiadanie Plonka w gospodarstwie było wielkim szczęściem, dlatego dokarmiano go codziennie, a jego przysmak był pilnie strzeżoną tajemnicą. Ten uwielbiał wszelkiego rodzaju czarne jagody. Zaraz obok, w pomieszczeniu z niewymłóconym jeszcze zbożem, siedział Gumiennik. Tak jak Chochlik, podobny był do kota i lubował się w kaszy. Gdy do grodu zakradał się jaki złodziej czy inny gryzoń, przepędzał on go, nie pozwalając na utratę zbiorów. Po skończonym obchodzie gospodarz mógł rozpocząć dzień, wiedząc, że gród jest pod dobrą opieką.


#kronikagrodufoluszek

0 wyświetlenia