Siódmy dzień (czyli Widzenie Snowida)

Foluszkowicze!

Zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności. Niechże ten Nowy Rok okaże się dla Was szczodrym i łaskawym we wszystkie wyżej wspomniane dary!

Czas przejścia starego roku do nowego jest czasem magicznym. Stykają się wówczas granice dwóch światów, a przeszłość miesza się z przyszłością. Szósta z trzynastu nocy po Szczodrych Godach jest niezwykła, gdyż to właśnie wtedy przepowiednie zsyła Śmierć i Czas, którzy sprawiają władzę nad wszystkim, co istnieje, również nad bogami...


Siódmy dzień (czyli Widzenie Snowida)

I ujrzał Snowid, w nocy dzielącej szósty i siódmy dzień, przepowiednie o samych bogach. Jego oczom ukazały się upadające pomniki i uciekające demony. Z zachodu nadciągała siła niepowstrzymana, która miała zalać wszystkie bory i jeziora. Była to siła tak ogromna, że zapowiadała zmierzch życia, które dotąd znali. Dzieci Roda wiedziały, że ma to nastąpić w siódmym pokoleniu i wiedzę swą miały gromadzić i przekazywać dalej, by nie została zapomniana. Była to pierwsza taka przepowiednia, którą ujrzeli widzący na wschodzie i zachodzie, na południu i północy. I wiedzieli już, że jest to ich przyszły los. Jednak nie była to jedyna wizja, która nawiedziła Snowida tej nocy. W nadchodzącym roku Gród miała odwiedzić Makosza, która dobrym słowem obdarowywała młode pary, co było zapowiedzią Swaćby, a tuż za jej orszakiem podążały Rodzienice, co zapowiadało narodziny. Ostatnia wizja dotyczyła przyszłości tak odległej, że Snowid nie był pewien, czy jest to prawda, czy może zbyt duża ilość miodu pitnego. Ujrzał on bowiem mężczyznę i kobietę w białych włosach, przemawiających do gromady dzieci. Gród wydawał się stać w tym samym miejscu, jednak był mniejszy o co najmniej jeden łan, a wielkości był może jednej morgi. Chat było niewiele, łaźni nie dało się dostrzec, ale stały tam posągi przedstawiające bogów i demony żyjące w okolicach. I ujrzał na koniec ucztę, na której wznoszono kufle i wołano głośno: “Chwała!”.


#kronikagrodufoluszek

2 wyświetlenia