Zbiesienie Snowida (O ziołolecznictwie)

Foluszkowicze!

Ostatnim razem Bronimirowi udało się pokonać bestię i wypędzić ją z grodu. Ta jednak pozostawiła po sobie bezwładne ciało brata naszego bohatera. Co go spotkało po tym, jak opętał go demon? Czy słyszeliście kiedyś określenie „zbiesienie”? Funkcjonuje ono do dziś, ale czy wiecie co oznacza? Nasz kolejny wpis może rozjaśnić Wam co nieco w tej kwestii.


Zbiesienie Snowida (O ziołolecznictwie)

Gdy Bronimir przeniósł swego brata do izby, pierwsze co uczynił, to sprawdził, czy Bies pozostawił go umarłym. Posłyszał jednak jego oddech i był pewien, że Snowid jedynie omdlał. Przykrył go skórami, gdyż ciało jego było zimne i czuwał całą noc przy łóżku chorego, by nic go nie dręczyło. Nad ranem, gdy słońce już wstało, starszy z braci wybrał się do lasu, by dopełnić zadanie i odszukać kamień porośnięty martwym mchem. Po chwili odnalazł ów głaz i uderzył weń z całej siły obuchem i roztrzaskał go, jakby był zrobiony z piasku. Zebrał co większe fragmenty, by wyrzucić je do jeziora. Powrócił do brata swego i zastał go w zdrowiu, choć z bledszym licem. W kolejnych dniach bracia zajęli się codziennymi czynnościami i naprawili zniszczenia poczynione przez Biesa. W tym czasie Bronimir zauważył, że z jego towarzyszem dzieje się coś złego. Snowid stał się gwałtowny i straszył żelazem nawet boginki i utopce. Wypijał miodu więcej niż potrzeba i zjadał kaszy za dwóch. Aż pewnej nocy zbladł jeszcze bardziej i nawiedziła go gorączka i dreszcze. Zaniepokojony tymi znakami Bronimir udał się do kronikarza, który był druidem i znał wiele dolegliwości ludzkiego ciała. Miejscowi z okolicznej wioski nazywali go przeto znachorem. Gdy przybył, by obejrzeć chorego, rozpoznał „zbiesienie” - mimo iż Bies opuścił jego ciało, pozostawiając w nim złą energię, która gwałtownym i nieprawym go uczyniła. Nakazał szybko przygotować łaźnię na rytuał oczyszczenia, rozpalić piec i przygotować witki jarzębinowe. Gałązki świeżego tymianku dodał do wody, którą oblewano kamienie, a ususzone listki ustawił w kącie w misie. Następnie udał się do chaty i powiesił w jednym rogu pędy kopru, a w drugim ubitą czarną srokę, co miało odpędzać biesy. Bronimir zaniósł brata do drewnianego domku i ułożył na podłodze wyściełanej liśćmi paproci i sosnowymi gałązkami. Znachor podpalił liście tymianku, a dym unoszący się z nich mieszał się z parą wodną. Chory drżał i pojękiwał, gdy zła energia uchodziła z niego razem z potem. Po skończonym rytuale, zapadł w głęboki i spokojny sen. Druid nakazał, by stawiać przy jego łóżku gorącą wodę z kilkoma kroplami aromatu z bzu tak, by chory wdychał opary. Po kilku dniach powróciły do Snowida siły witalne, a jego umysł się rozjaśnił.


#kronikagrodufoluszek

1 wyświetlenia